środa, 10 kwietnia 2013

Szybki przegląd książki Ewy Chodakowskiej i krótkie refleksje

Zrobiłam dziś małą wycieczkę do Empiku - poluję na książkę z przepisami wegetariańskimi i coś o pilatesie.

O książce Ewy wiedziałam - śledzę jej profil na facebooku i muszę przyznać, że miałam wielką ochotę zamówić tą książkę już w czasie przedsprzedaży.

źródło: Empik


Dziś wpadła w moje ręce. Wprawdzie kilka stron widziałam na stronie wydawnictwa (i niestety, muszę przyznać, że mnie zniechęciły do zakupu), ale postanowiłam przejrzeć ją dokładnie - a nuż się przekonam?

Ładna szata graficzna, przejrzysta, czytelna - wszystko fajnie! Zdjęcia z opisami ćwiczeń? Super!
Szkoda, że właściwie wszystkie ćwiczenia prezentowane przez Ewkę są na jej płytach - jednak mniej wymagające i czasochłonne jest włączenie sobie płyty, niż szukanie sobie wybranych zestawów w książce. Mało było ćwiczeń, których nie kojarzyłam z killera, turbo, skalpeli.... Nic nowego.

Dieta. Posiłki rozpisane na kolejne dni wraz z przepisami, jak wykonać, co, jak ile. Duży plus za zachęcające zdjęcia :)
Tylko co z tego? Znalazłam w spisie wiele produktów, których nie dostaniemy nawet w większych sklepach :( Już nie wspominając o tym, że gdybym miała się tak żywić, prawdopodobnie na waciki już by mi nie starczyło...
Poza tym - trochę czasu na przygotowanie wykwintnych posiłków też trzeba mieć - a nie każdy tyle tego cennego czasu ma!
Szkoda, że nikt nie pomyślał, by zamieścić krótką notkę o zamiennikach dla grupki "żywiących się inaczej" - a ja właśnie do takiej należę ;) Nawet CSIRO i ich Dieta Doskonałego Samopoczucia (o której będę pisać), mniej znana - znalazła stronkę poświęconą wege i przykładowe przepisy specjalnie dla bezmięsnych.

Z krótkich refleksji: naprawdę brak mi na rynku książki dla wege na diecie. Jakby do tego była wersją studencką - czyli jak żywić się zdrowo, tanio i szybko - bo naprawdę tak się da! - byłoby idealnie.
Cóż, pozostaje mi chyba jednak stworzyć własną metodę dla wegetarian :)




A co Wy sądzicie o książce Ewy? Przypadła Wam do gustu? A może już robicie kolejny dzień jej diety?






19 komentarzy:

  1. Witaj, pierwszy raz tutaj i dzięki Bogu ktoś ma takie samo zdanie jak ja o książce... już wcześniejsze 20 stron dało mi zrozumieć, że to kit i gniot, przecież każda z nas umie podskoczyć, machnąć nogą czy zrobić przysiad... płacenie za nierealne przepisy i puste strony na notatki i zapiski to już przesada. Też przeglądam jej filmiki i mam płyty z Shape ale bez efektu "wow" na mnie Ewa nie działa. Nie jestem internetowym hejterem ale moim zdaniem nie warto wydać na nią tyle kasy. Uśmiechu, pogody ducha i wytrwałości w poszukiwaniu idealnej ksiązki. agnes.kors@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie miałam jej w rękach ale jestem bardzo ciekawa:)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie rozumiem z czym mają problemy wegetarianie na diecie - skoro jakoś mogą nie dostarczać organizmowi białka zwierzęcego (bo zwierzęta cierpią), to chyba mogą nie dostarczać też nadmiaru cukrów prostych (bo sami na tym cierpią)?

    OdpowiedzUsuń
  4. jakoś mnie ta ksiązka nie przekonuje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja na samym początku moich ćwiczeń byłam zakochana po uszy w Ewie i co by ona powiedziała to bym zrobiła na prawdę ! jakiś czas temu mi przeszło i ćwiczę z Jillian Michaels wg mnie ona jest lepsza :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie rozumiem właśnie tego całego zachwytu nad Ewą i jej książką.Nad Ewą-przeczytałam na jednym z blogów jak dziewczyna opisywała jak wyglądają warsztaty (była zachwycona)-wyglądało to tak pół h ćwiczeń, reszta gadanie jej, gadanie dietetyczki i na końcu medytacja-miały zamknąć oczy i wsłuchiwać się w jej słowa.No żal,żeby płacić 200 zł za takie coś. I ta dziewczyna jak i wiele innych nie widzą tu ładnie dobranej manipulacji.A o książce też jakaś jej fanka pisała jak wspaniale i szczerze jest napisana.Szczerze? Przeglądnęłam ją od deski do deski.Mało co się różniła od innych. Ćwiczenia wciąż te same a przepisy-każda z nas je zna. I znów te teksty-znajdź czas dla siebie, jesteś super,wierzę w Ciebie. No na mnie takie coś nie działa i książki nie kupię.Nie rozumiem tylko tego zachwytu.Widać na innych to działa.

    OdpowiedzUsuń
  7. O ile książka totalnie mnie nie przekonuje (na prawdę nie wiem co nowatorskiego można wymyślić w tej kwestii, a tutaj w ogóle konwencja wydaje się mocno naciągana) to książka o wege odchudzaniu istnieje- zwie się "Wegańska bogini" (w oryginale o chyba trafniejszym tytule "Skinny bitch"). Jest specyficzna, ciężko porównać ją do innych książek o odżywianiu, autorki w moim odczuciu często przesadzają- no i oczywiście jest pisana do odbiorców z rynku amerykańskiego. Brakuje faktycznie czegoś na polski rynek w tym temacie, jest nisza do uzupełnienia. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Komentarz z godziny 19.26 szczerze mnie rozbawił i jako weganka nie mogłam zostawić go bez odpowiedzi. Myślę, że podstawową różnicą między w tym wypadku wegetarianizmem, a dietą odchudzającą jest MOTYWACJA. Opowiem krótko o mojej motywacji, otóż tak... kwestie zdrowotne, tutaj są sprzeczne opinie, polska dietetyka raczej przestrzega przed dietą redukcyjną, jak nazywa wegetarianizm lub weganizm(aczkolwiek uwierzcie, bogactwo produktów w diecie mojej i moich wegeznajomych czyni to określenie dość nieadekwatnym), jednak dietetyki krajów nieco bardziej rozwiniętych wskazują, że eliminacja mięsa(i aktywność fizyczna) to podstawa, jeśli chodzi o profilaktykę chorób cywilizacyjnych. W moim przypadku przejście na weganizm przede wszystkim uregulowało gospodarkę hormonalną. Ale będę się streszczać, druga motywacja to motywacja estetyczna, mięso to PADLINA, świadomość, że miałabym zjeść zwłoki totalnie mnie obrzydza(nie obrzydza mnie całowanie swojego psa), a cukry proste, owoce wyglądają i pachną pięknie, są soczyste, no uwielbiam. Ale podstawową motywacją jest kwestia etyczna, ten niewyobrażalny ogrom cierpienia jaki niesie za sobą hodowla zwierząt, a później ich śmierć, dla mnie kompletnie ma się nijak do cierpienia, którejś z nas(tak, też staram się trochę schudnąć, podnieść tyłek i wyszczuplić uda), bo ma cellulit,albo wystaje jej brzuszek, albo ma słabą kondycję. Nikt nie martwi się czy krowa akceptuje swój wygląd tu chodzi o jej życie, jego jakość i śmierć, toteż poniekąd symboliczne porównanie szynki(czyli części ciała zabitej świni lub dzika-czyli tłuszczu, mięśni i kości) z jabłkiem(kulistym owocem jabłoni o soczystym i chrupkim miąższu, nieposiadającym układu nerwowego i samoświadomości) wydaje się odpowiedzieć na twoje pytanie. Dla osoby wrażliwszej etycznie motywacja moralna będzie wiodąca, podobnie dla wrażliwej estetycznie. Cukier prosty to chyba nie jedyna przyczyna otyłości, więc ten przykład nie wydaje mi się w pełni a propos. Podsumowując, jasne może odmówić sobie zjedzenia banana(nie przepadam za słodyczami), ale uważam, że taki problem jak ilość tłuszczu na moim tyłku jest żałośnie błahy w stosunku do cierpienia chociażby jadnego kurczaka. Pozdrawiam. / A.B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tu raczej chodzi o to, dlaczego (i jakim cudem?) wegetarianie (a zwłaszcza weganie) doprowadzają się do stanu nadwagi/otyłości, skoro tak są uświadomieni w kwestii żywieniowej i mają tak bogatą dietę, bez mięsa na talerzu, które jest najgorszym złem tego świata i cierpieniem biednych zwierzątek! jak mogą do tego doprowadzić? otyłość to przecież choroba cywilizacyjna, od której niejedzenie mięsa ma chronić..;(

      kiedyś przypadkowo usłyszałam w tv wypowiedź jednego z 'gwiazdorów chwalących się na lewo i prawo swoim wegetarianizmem i miłością do zwierząt", że on nosi buty i ubrania ze skóry, bo zwierzęta zostały zabite dla mięsa -> czyli noszenie zwierzęcej skóry jest w porządku? ...XD brawo wegetarianie :D niestety, wśród moich znajomych też byli wegetarianie ubrani w skóry - zabawne. To, że ktoś nie lubi schabowego na talerzu, to jeszcze nie wege :D (to nie w temacie, ale naprawdę- bawi mnie to.)

      Usuń
    2. nikt nie mówi od razu o stanie otyłości czy nadwagi, można mieć wagę w normie, a chcieć schudnąć.

      Poza tym, to nie tylko kwestia diety, ale też psychiki, wiele osób, niekoniecznie wege po prostu zajada stres.
      Po drugie, piszesz o świadomości żywieniowej - ale nie każdy, kto przechodzi na dietę od razu drąży temat jak powinien się żywić. Nie każdy wie, jak zamienić mięso na coś innego - nie rozumiem tego stereotypu świadomości odnośnie "wiedzy żywieniowej", jest naprawdę niesłuszny :)
      nie każdy, kto nie je mięsa, nie je go ze względu na biedne zwierzaki - ja po prostu nie jem, bo przywykłam do diety bezmięsnej i czuję się na niej lepiej.

      Po co ten hejt?

      Jeśli ktoś jest hipokrytą, to jego sprawa i pozostawmy to jemu.

      Usuń
    3. Ja nie noszę na sobie skóry, kupuję wegańskie nietestowane kosmetyki(a wciąż uważam, że daleko mi do etycznego życia), więc nie wrzucaj wszystkich, proszę, do jednego worka. Wszystkie badania wykazały, że wegetarianie i weganie mają stosunkowo niższe BMI i łatwiej im utrzymać normalną wagę(niekoniecznie być superlaskami). Poza tym wiedza o żywieniu nie oznacza prawidłowego żywienia. Mięsożerna, wielka znawczyni produktów żywieniowych, Katarzyna Bosacka nie ma fajnej figury, a sporą nadwagę, jest sporo grubsza, niż weganka Rooney Mara, wegetarianka Portman, początkująca weganka Anne Hathaway, czy chociażby ja, a jestem niemal pewna, że książek o żywieniu przeczytałyśmy mniej, niż ona. /A.B.

      Usuń
    4. no niestety, nawet jak anonimowy wyrazi swoje zdanie, to jesli komuś się ono nie spodoba, to odrazu walnie komentarzem, że "hejt". Nawet jeśli kulturalnymi zdaniami i nie uderzający nikogo bezpośrednio, nie obrażający nikogo. co nie, marissa?

      Usuń
    5. A czy ja kogoś obraziłam?
      Smutne jest wrzucanie ogroma ludzi do jednego worka.

      Po prostu uważam wypowiedź wcześniej, za wyśmiewającą wegetarian jako ogół. A to, że ktoś może naprawdę żyć sobie takim stylem czysto wegańskim nie zostało w ogóle uwzględnione.
      Nie mam racji? :)

      Jakbym napisała, że skąd tyle nienawiści i uprzedzeń do wegetarian - tak samo by Cię to poruszyło, jak ten "hejt"? Czy to kwestia użycia tego bardziej niż zwykle popularnego słowa?

      Żyję z ludźmi, którzy jedzą mięso i nic do tego nie mam, każdy sobie żyje jak mu się podoba, oni mi mięsa do jedzenia nie dorzucają, ja im też nie zamieniam tego na marchewy.


      Anonimowy czy nie - wrzuciłaś/łeś taką opinię, z którą ja się akurat nie zgadzam - nieważne, czy podałbyś imię i nazwisko, adres bloga, maila - i tak bym tą opinię wyraziła.

      Usuń
  9. musisz zająć się tą książką na poważnie :) Mam na myśli tą o odchudzaniu dla wegan :) a książkę Ewy przeglądałam dziś w empiku między zajęciami i chciało mi się śmiać. Z czego tu robić tyle zamieszania... chociaż może swoje zrobiła moja niechęć do Ewy Chodakowskiej ;d

    OdpowiedzUsuń
  10. ja jakoś ta książka mnie nie pe\rzkonuję:(

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie widziałam jeszcze książki Ewki, ale sądząc po jadłospisie wstawionym na facebooka, rzeczywiście łatwo można by było zbankrutować ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Szkoda, że nie uwzględniają wegetarian :(
    Wersje studencką bym kupiła

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzisiaj kupiłam, totalnie żałuję tego nie przemyślanego zakupu.
    Fajnie wszystko, motywacje, szata graficzna, nie moge sie przyczepic.
    Ale zdubluje, tutaj osoby, po pierwsze dania sa pracochłonne, połowe w tych produktów ciezko dostac i sa drogie, a ja nie cierpię na nadwyżkę gotówki, chyba duza czesc osob sie ze mna zgodzi ...
    do ksiazki powinna byc dolaczona plyta dvd z cwiczeniami, ba malo tego, rozmawialam dzisiaj z moim kolega ktory zajmuje sie kulturystyka, powiedział, ze to bełkot,
    jesli chce sie schudnac, najpierw cwiczenia powinny byc na spalanie tłuszczu a dopiero pozniej na rzeźbienie sylwetki, tam mamy trzymac sie oklepanego przykładu, ale przeciez kazda z Nas jest inna!
    Ogolnie nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja książkę kupiłam i jestem zadowolona, i nie dlatego, że jest w niej coś super odkrywczego, a nawet mogłabym się z większością z Was zgodzić, że tak naprawdę wszystko to już było, ale nie po to ją kupiłam aby się doedukować, bo nie tego oczekiwałam. Chciałam, jakoś się zmobilizować do ćwiczeń, chociaż zacząć, zmusić się do kilku pierwszych treningów, ruszyć dupę, zmotywaować i to właśnie jest to, co uważam za dobre w tej książce - MOTYWACJA, przebrnięcie przez pierwsze 30, później jak się już złapie bakcyla można hulać po necie i ćwiczyć wszystko, co jest "lepsze", "skuteczniejsze", czy "zdrowsze". Ewki nie lubię za bardzo, ale nie można jej odmówić braku talentu do motywowania. HOWK!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz niezmiernie mnie cieszy i motywuje do dalszego pisania :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...